niedziela, 15 października 2017

Jak zniechęcić czytelnika - Dan Brown



     Zaczęło się od premiery telewizyjnej filmu "Kod Leonarda da Vinci". Pamiętam że była wigilia Bożego Narodzenia, siedziałem w pracy jak na szpilkach, bo film się miał zaraz zacząć a do fajrantu pozostała jeszcze godzina. Na szczęście szefostwo się zlitowało i puściło nas do domów. Wpadam do mieszkania, telewizor już włączony, siadam wpatrzony w ekran... Po niecałej godzinie doszliśmy z żoną do wniosku że jeszcze chwila i do kolacji nie doczekamy zasypiając przed telewizorem. Pstryk, i koniec, o Kodzie jak i Brownie zapomnieliśmy na długo.
    Niedawno leciał u nas w kinie film na podstawie kolejnego bestseleru Browna, "Inferno". Jakoś tak wychodziło że nie zdołaliśmy na niego się wybrać, jednak zapowiedzi były tak intrygujące że wreszcie kupiłem trn film na płycie dvd. Nie mogłem wyjść ze dziwienia że takie coś może być przebojem kinowym. Wprawdzie tym razem film ogladaliśmy do końca, jednak z pewnością był to jedyny jego seans w naszym domu. Prawdopodobnie również ostatni film nakręcony na podstawie książek Browna. Postanowiłęm jednak sprawdzić, może faktycznie twórcy filmu się nie popisali, a ksiażka jest zdecydowanie ciekawsza i zasługuje na mianę bestseleru. Kupiłem, przeczytałem... Faktycznie, ciekawsza od filmu, zdecydowanie ciekawsza. Jednak do autora trwale się zniechęciłem. On normalnie kpi z czytelnika. Owszem, cudownie opisał zabytki, historię, to mnie szalenie zainteresowało i dzięki niemu wrócę do dawnej pasji. Autor zapewne myśli że genialnie odsłania motywy bohaterów i wyjaśnia intrygę. Nie panie Brown, pan tego nie robi, tylko celowo wprowadza ludzi w błąd śmiejąc się że nikt prawdopodobnie nie domyślił się wcześniej tego co pan raczył na koniec wyjaśnić, sugeruje coś innego, nawet jako narrator, niż jest w rzeczywistości. A jak można się domyślić że kochanek (on), okazuje się kochanką (ona). Parę razy wprost krzyczy pan w ucho że to jest ON!  I jakim cudem wcisnął pan to samo wspomnienie, tego samego zdarzenia w dwie całkiem różne postacie?



środa, 23 sierpnia 2017

Powrót do PRL?


    Krzyk się podnosi że obecna władza to powrót do czasów PRL, a podobno najwyraźniej to widać przez podporzadkowanie sędziów jednemu tylko facetowi. Ja tam do PRL nic nie mam, tak jak i wiekszość ludzi go pamiętająca. Bo to był czas terroru? Bo silne podziemie z rządem walczyło? O nie, nie walczyło i obalić go nioe chciało. To tak w ramach wspomnień do słuchanej niedawno w radiu ksiażki do posłuchania "Nie było czasu na strach". Autorka stwierdza w niej że oni, to znaczy żołnierze wyklęci wcale nie chcieli obalić rządu, że to tylko pretekst do skazywania ujętych reakcjonistów. A podziemie było potęgą😄. Nawet przez IPN oceniane na maksymalnie 30 tysięty. To podziemie powojenne. W latach 1955-1980 jak sami opozycjoniści twierdzą, nie było nawet tysiąca. Na 40 milionów minus 3 miliony członków PZPR. Solidarność też masą nie była, chociaż wielu się do niej przyznawało, wielu wstępowało, ale głównie dlatego że było to modne.
   Wracam do porównania z PRL. Albo nie, taka mała niespodzianka. Porównam ale z czymś innym. Na początek, czytał ktoś "Wspólny pokój"? Takie tam historyjki z jedną całkiem współcześnie wygladajacą. Tajniak odwiedza w mieszkaniu podejrzewanego przez Policję o próbę dokonania przewrotu. Młody, biedny chłopak ma obalić rząd Rzeczypospolitej i i przygotować zamach na Piłsudskiego😆 Teraz do rzeczy. Najpierw porównanie nie do PRL, ale z PRL. Rok 1931, tak jak i teraz sierpień. Ministerstwo sprawiedliwości wprowadza regulamin więzienny zrównujący więźniów politycznych z kryminalnymi. Mówi to komus coś? W miesiąc późniejdekret o doraźnego postępowania w sądownictwie. To żeby za bardzo z przeciwnikami politycznymi się nie bawić. Żeby zaś im utrudnić działalność to w marcu 1932 weszła w życie ustawa o zgromadzeniach dającą władzom administracyjnym kontrolę nad nimi i mozliwość uznawania ich za nielegalne bez podania przyczyny. Jakby tego było mało, bo bywało że sądy nie wywiazywały się z nałożonych zadań, w sierpniu 1932 dekretem prezydenta zawieszono niezależność sędziów, a minister uzyskał prawo domprzzenoszenia sędziów bez ich zgody oraz prawo do usuwania ze stanowisk prezesów sądów.  W październiku tego samego roku podporządkowano rady adwokackie administracji, ograniczono uprawnienia i poddano kontroli rządu Najwyższy Trybunałł Administracyjny.
   Tak, obecna władza pełnymi garściami czerpie wzorce z PRL.  Teraz pora na porót ścieżek zdrowia, też rodem z PRL, zaigurowane 80 lat temu i przećwiczone między innymi na Stanisławie Mikołajczyku. 

piątek, 21 kwietnia 2017

Legalni terroryści



    Tytuł może być mylący, ale to nie będzie rzecz ani o USA, ani tym bardziej i Izraelu. Rzecz będzie o palaczach.
    Niby są w mniejszości, jak właśnie wyczytałem najwięcej jest palaczy w województwie lubuskim i jest to marne 35%. Mało ich w sumie, a jednak rządzą. Każdy, chce czy nie chce, musi ich smrody wąchać. Marnowanie zdrowia to raz, dwa to że czynią więcej szkód niż alkoholicy, ale o szkodach będzie za chwilę.
   Wprowadzona parę lat temu ustawa antynikotynowa miała pozwolić niepalącym łatwiej żyć chroniąc ich od zgubnego nałogu w który sami nie wpadli. Przede wszystkim wyszedł zakaz palenia w miejscach publicznych. Z początku faktycznie część palaczy się do tego stosowała a Straż Miejska niekarne jednostki dyscyplinowała słownie, tak więc na przystankach czy peronach przez jakiś czas można było oddychać swobodnie. Jednak wszyscy już się z tym oswoili i nikt nie poddaje się ciężkiej próbie odmawiając sobie puszczenia dymka nie tylko na peronie, ale nawet w pociągu. Po za tym okazało się że zaplecze sklepu jest miejscem publicznym i tam palić nie wolno. Za to nie jest miejscem publicznym wejście do sklepu, więc tam zbiera się cała załoga i żeby wejść do galerii, czy jakiegoś marnego butiku, należy wziąć głęboki wdech i na tym wdechu przedrzeć się przez kłęby dymu. To jedno. Drugie to że palacze maja wiele przywilejów, zwłaszcza w pracy. Niech sobie ktoś w pracy stanie prosto plecy wyprostować, czy da nogom odpocząć przysiadając, zaraz szef raban podnosi że się człowiek obija. A palacz? On może cały dzień stać oparty o łopatę i palić papierosa za papierosem a nikt mu marnego słowa nie powie. Bo to nałogowiec, on musi.  Alkoholikowi kieliszka wychylić w pracy nie pozwolą, a też nałogowiec i też musi. Tak, ale to było o fizycznych, teraz słowo o umysłowych. W zakładach LG pod Wrocławiem składają ludzie telewizory marznąc niemiłosiernie, bo to tylko sweterek mają na sobie i cieńki fartuch. Takie wymogi technologiczne. Jednak mogliby chyba dostać jakieś cieplejsze odzienie? Nic to, im nie przysługuje, Koreańczycy każdy grosz liczą. Jednak nie liczą się z groszem jeżeli chodzi o pracowników biurowych. Dla nich zakupiono ciepłe bluzy polarowe żeby nie marzli kiedy wyskoczą sobie zapalić.
   Teraz słów parę o szkodach powstałych z powodu palaczy. Z natury są to osobnicy niedbali o czym się wielokrotnie przekonałem, a wszystkie szkody opisane sam widziałem i z ich skutkami walczyłem. Po pierwsze coś osobistego. Dwa razy jakiś/jakaś cholera, zimową kurtkę mi w tłumie przypaliła papierosem. Żebym tak to widział kiedy i kto...  A teraz już poważne szkody, za które często wszyscy płacimy.  Dawno, w każdym razie dosyć dawno temu, układając u lokatora w mieszkaniu wykładzinę, patrzymy, a tutaj pszczołą wpadła do mieszkania i spoczęła na fotelu. Nie, to nie była pszczoła, dekarze powyżej pracowali i któryś peta żarzącego się wyrzucił. Gdyby nikogo nie było w mieszkaniu, byłby pożar? Możliwe że był, bo jakieś dwa miesiące później w sąsiednim bloku, też na 10 piętrze, mieszkanie się spaliło, i też w tym czasie dekarze na tym budynku pracowali. Lokator spłonął. Sam zresztą też parokrotnie znajdowałem pety które wpadły w uchylone okno. Pożary z ich winy występują dosyć często. Najczęściej pożary śmietników. Już nie mówię o tych które stoją w miejscu niepublicznym przed wejściem do sklepu, kiedy leniwy palacz nie raczy peta zgasić tylko tak sobie wrzuca go do śmietniczki, ale o plastikowych śmietnikach stojących na osiedlu czy we wsypie w budynku. U nas zaraz wołają że ktoś chodzi i specjalnie śmietniki podpala, elewacje budynku też często się przy okazji przypalają. Ale czy podpalacz fatygowałby się zamykaniem pomieszczenia na klucz czy kłódkę? Po prostu, idzie taki, czy taka z petem w gębie, wyrzuci śmieci, to za nimi i pet powędruje. Proste. Zresztą jeden raz, dostałem zgłoszenie że wsyp jest zapchany. Poleciałem tam niezwłocznie, otwieram szufladę, a tam buchnął kłąb dymu. Podpalacz czy palacz? Dwa wiadra wody wystarczyły i na ugaszenie i zarazem udrożnienie rury zsypowej.
   Teraz przejdę do mokrej roboty. Ostatnio wymienia się w budynkach rury ze stalowych na plastikowe PP. Dzięki temu z wodą nie pijemy rdzy ale bardziej naturalne glony:) A przy okazji, wiecie że przy temperaturze 80 stopni w skali Celsjusza, taka rura PP wydziela związki rakotwórcze?
Tutaj znowu znaleźli pole do popisu palacze. Wielokrotnie dzięki nim usuwamy wodę z piwnic, są zalewane mieszkania, lokale. A to wszytko kosztuje. I interwencja, i wymiana rur i wzrasta ubezpieczenie. Dwa najczęściej występujące przypadki. Palacz, czy to szukający czegoś w piwnicy położy zapalone papierosa na "chwilę" na takiej rurze, palacz w łazience wyrzucający peta do szachtu, czy chowający go tam przed rodzicami lub żoną/mężem. Taki papieros, czy niedopałek spada sobie na rurę (chyba że został tam na chwilę odłożony), wypala dosyć szybko dziurę i nieszczęście gotowe. Innego rodzaju zalania z winy palaczy, to zatykanie otworów odpływowych z dachów i daszków. Niedopałki wyrzucane przez okna bardzo szybko zatykają wszystkie odpływy zwykle zabezpieczone siatką lub sitkiem. I wtedy po opadach deszczu są zalewane wiatrołapy, hole, czy czasami nawet mieszkania których okna sąsiadują akurat z takim daszkiem.
  Czy palacze nie są szkodnikami?





















sobota, 18 marca 2017

Dwa Światy


     Tak, czasami wydaje mi się że żyję jednocześnie w dwóch równoległych Światach, które niby istnieją wspólnie, a jednak się wykluczają. Może ktoś spróbuje mi pomóc, wyjaśnić, żebym przestał sobie nad tym głowę łamać?
    Jak to właściwie jest? Samozwańcze elity, krytykując, czy chcąc kogoś zohydzić zwykle mają jedną metodę. Dobra, dwie. Pierwsza to przypisując tego kogo mają na celowniku, a mają zwykle tego kogo się boją, powiązania z Komunizmem. I to takim, który sczezł dekady przed poczęciem przeciwnika, za to tworzonego przez pozywających. Niech im będzie, ludzi mają kalendarze i sami wyliczą że Manifestu PKWN, dzisiejszy trzydziestolatek nie mógł wdrażać w życie, ani ten który w 1952 wrócił z wyrębu Tajgi. Mniejsza o to, jest sprawa poważniejsza i trudniejsza do pogodzenia z... No, nie wiem jak to nazwać. Bo to ani fakty, ani rzeczywistość... O co chodzi. Chodzi o to że drugą metodą jest przypisywanie przeciwnikowi korzeni niemieckich, a żeby jeszcze bardziej bolało, służbę jego, lub przodka, w Wehrmachcie lub co ma być gwoździem do trumny, służby w formacjach SS. Właściwie sama myśl że ktoś mógłby stosować, czy sympatyzować z SS, według tak zwanych (przez siebie samych) elit, powinna przeciwnika pogrążyć i postawić po za nawias społeczeństwa. I podobno jest to obraza nie do przełknięcia. To jest jeden ze Światów.
   Teraz Świat drugi. Samozwańcze elity, pieszczą, hołubią, stawiają za wzór, wszystkich tych którzy otwarcie okazują sympatię nazizmowi, ubierają się w mundury stylizowane na jego bojówki, paradują ze swastykami, i z hitlerowskim pozdrowieniem składają hołd Powstaniu Warszawskiemu oraz wszystkim którzy z hitleryzmem walczyli. Po takim hołdzie, bohaterowie zapewne w grobach się przewracają, a żyjącym serca krwawią.
   Więc jak, pomoże ktoś? Jak pogodzić te dwa różne wykluczające się Światy istniejących w tym samym wymiarze?





   

niedziela, 26 lutego 2017

Katolicki terroryzm

Stare, przeniesione ze zlikwidowanego bloga.


      Dłuuuugi czas wmawiano nam że jedynymi terrorystami za wiarę są muzułmanie. Z tym że nie każdy muzułmanin podkładający bombę jest terrorystą. Na przykład Afgańczyk wysadzający wojskowy pojazd okupanta jest terrorystą, natomiast Czeczen zabijający dzieci w szkole jest bojownikiem o wolność.
     Ostatnie wydarzenia w Norwegii, powinny wszystkim uzmysłowić że terrorystą może być też zagorzały katolik. Znacznie gorszy od muzułmanina, ponieważ on swoje uderza w swoich w imieniu miłości bliźniego.
Można oczywiście powiedzieć że to odosobniony przypadek, ot znalazł  się szaleniec i zademonstrował swoje racje. Owszem, można by było, tylko że to zdarzało się częściej. Czy to nie nawiedzeni katolicy podkładali bomby w klinikach w których dokonywano aborcji, czy strzelali do lekarzy wykonujących te zabiegi, lub co gorsza leczyli bezpłodność. I ciągle są pod ich adresem kierowane groźby. A zgromadzenia katolików (tak siebie nazywają) którzy atakują fizycznie osoby które im się nie spodobają? Następnie krzyczą że zostali wrobieni, to nie ich wina. Może faktycznie nie ich wina że z etyką, moralnością i wykształceniem są na bakier.
Winić należy ich pasterzy. Właściwie to nie bardzo rozumiem dlaczego katolicy ciągle powołują się na tak zwane Pismo Święte, za każdym razem gdy chcą dowieść swojej racji lub gdy popełnią jakieś głupstwo i chcą się z tego wytłumaczyć. Jeszcze bardziej nie rozumiem dlaczego swoją świętą księgę traktują wybiórczo,  ważne dla nich są tylko te fragmenty które im pasują. weźmy na przykład naszego Pana Prezydenta, w wyznawanej przez niego książce jest wyraźny zakaz noszenia samych wąsów lub samej brody, musi być komplet. A on co? Same wąsiki. Toż to obraza dla Pana. A jego sposób ubierania się? Cała odzież ma się składać z jednego rodzaju materiału, a on krawat z jednego, koszula z drugiego, garnitur z jeszcze innego materiału. O bieliźnie nie wspominam bo nie wiem czy nosi. Może jednak zgodnie z Pismem Świętym dokonał obzezania swoich synów? Obawiam się że wątpię. Zresztą to się tyczy chyba wszystkich katolików. A potem się dziwią że Pan zsyła na naszą planetę różne kataklizmy.

piątek, 17 lutego 2017

Do sierot po komunizmie

 
 
  Ja jestem za komunizmem. Jestem i już! Nie wstydzę się tego. Oczywiście nie za takim stalinowskim. No bo czym jest komunizm? jest to pierwszy "ustrój", który powstał w naturalny sposób z potrzeby przetrwania ludzkości. Wszystkie inne ustroje to wynik wyrafinowania rozwijającego się wraz z cywilizacją. Ów starożytny komunizm nazywamy wspólnotą pierwotną.
 Na komunizmie opierały się misje jezuickie w Amerykach, to o nim myślał święty Tomas More, opisując Utopię -  świat doskonały. Że jest oparty na materializmie i odrzuca Istoty Wyższe? Ludzie, przecież "ukochany" kapitalizm jest oparty wyłącznie na materializmie! Boga traktuje jako swojego mentora, on go nie odrzuca, tylko wykorzystuje. Ciekawe co powiedziałby Najwyższy na to?
 Przecież to właśnie komunizm, a nie kapitalizm zaleca życie według najlepszych chrześcijańskich formuł. Czy to nie komunizm każe powściągnąć się od nadmiernego bogacenia się i zaleca skromne, spokojne życie na miarę potrzeb oraz dzielenie się dobrami? Że był to ustrój totalitarny? Trudno żeby taki nie był, zważywszy na okoliczności jakie towarzyszyły jego formowaniu się w strukturach państwowości, oraz na ludzi którzy wprowadzali go w życie. Zresztą tak samo formowała się Republika Francuska. Niewykluczone że gdyby nie zakręty historii, dzisiaj straszono by nas Komuną Paryską, nie Leninem.
 Co do ludzi tworzących w Rosji komunizm, to czym różnili się od ludzi tworzących III RP? W większości mali, często niedouczeni ludkowie.
 Na obronę komunizmu mogę powiedzieć jeszcze i to, że dał on szansę rozwoju i względnego dobrobytu ludziom pracy na całym świecie. Zauważam zależność warunków bytowania i pracy ludzi w błogosławionym kapitalizmie od wzrostu siły komunizmu. Posiadacze w jedynym słusznym systemie musieli poprawić życie swoich poddanych, żeby przestali śnić o rewolucji. Nie ma jak to strach przed utratą własności i władzy!  Dla utrzymania stanu posiadania musieli pójść na wiele ustępstw. Uważam, że obecnie los roboli jest przesądzony z powodu braku alternatywy dla niepodzielnie panującego kapitalizmu, który prędzej czy później sam się wykończy. Wcześniej jednak dokona sie los tych którzy go utrzymują własnym potem. Koniec będzie taki jak na planecie Indiotów - rasa z książki Lema "Dzienniki Gwiazdowe". Podróż 24.