piątek, 1 września 2023

Pytania referendalne

     Tak naprawdę to nie znam wszystkich pytań na które mamy odpowiedzieć podczas najbliższych wyborów. Nie znam, z winy dziennikarzy, redaktorów i innych wszelkiej maści pismaków z, a jakże by inaczej, opiniotwórczych gazet i portali "informacyjnych". Zanim dotrę do treści którą obiecuje tytuł, oczy się męczą odczytywanie kilkanaście razy tego samego akapitu, powtórzonego N razy. Przyznaję, nie są one identyczne. W każdym akapicie są zamienione miejscami słowa, czasami całe zdania. W takim razie zastanawiam się, i mam nadzieję że ktoś zechce odpowiedzieć na moje wątpliwości. 

  Pierwsze pytanie referendalne pyta czy władza może już Polskę zaorać. Według mnie, taki jest sens pytania - czy popieram wyprzedaż majątku państwowego podmiotom zagranicznym ( rozumiem że tego który jeszcze pozostał) i utraty nad nim naszej kontroli? Przepraszam, czy ja, lub Ty, sprawujesz jakąkolwiek kontrolę nad tym co robi władza? Kto ich powstrzyma przed sprzedawaniem tanio i odkupywania drogo? 

  Drugie pytanie ma odpowiedzieć na pytanie czy Polska jest słabym krajem. Pytanie czy popieram przyjęcie paru tysięcy nielegalnych imigrantów, właśnie tego zagadnienia dotyczy. Rozumiem że władza ich nie chce, bo się boi że 3000 imigrantów może zagrozić tożsamości milionom Polakom. Ten strach oznacza tylko i wyłącznie słabość narodu władz. 

  Właściwie to dlaczego mamy na tego rodzaju pytania odpowiadać? Władza i tak zrobi co będzie chciała. Co jeżeli źle odpowiemy? Jeden z wicepremierów zapowiedział że jak odpowiedź będzie zła, on zafunduje nam wojnę domową.


wtorek, 19 maja 2020

Bohaterowie bez peleryny


    Jest taka wiocha, nazywa się Świnoujście. Wiem, na mapach zaznaczona jako miasto, jednak pod względem dostępności różnorodności artykułów spożywczych i użytkowych, to wiocha. W niejednej małej mieścinie widziałem większą różnorodność w sklepach. Ja jednak nie o tym chciałem. To będzie w modnych klimatach Ogólnoświatowej Pandemii.
   Jest w tym Świnoujściu szpital. Przed tym szpitalem ustawiono namiot, a w nim miano badać przybywających pacjentów pod względem koronawirusa w Wuhan. Badanie polegało na przystawieniu termometru do czoła. Oczywiście badanie bezsensowne, zwłaszcza że źle jest przeprowadzane. Założę się że nikt nie czytał instrukcji obsługi takiego termometru. Otóż pisze w niej że zarówno sprzęt (termometr), jak i obiekt (badany) powinny znajdować się w tej samej temperaturze przez 10 minut. Przykładanie termometru do czoła kogoś kto wyziębiony wchodzi do ogrzewanego pomieszczenia, jest całkowicie bezcelowe. U nikogo  nie wykaże podwyższonej temperatury. Chyba że będzie to ktoś kompletnie zdrowy, a przybył zgrzany na rowerze lub biegnąc w ucieczce przed deszczem.
   W tym więc namiocie każdego podejrzanego miano badać, zbierać wywiad (polegał na spisaniu dowodu osobistego) i stamtąd ewentualnie miał być chory odwożony do szpitala zakaźnego. Jednak żeby pracę usprawnić, pani dyrektor uznała że w namiocie będzie się mierzyło temperaturę i spisywało dane, zaś dalsze badania będą przeprowadzane na izbie przyjęć, po czym po stwierdzeniu zakażenia wirusem, chory będzie przekazywany na oddział internistyczny na salę ogólną, gdzie będzie czekał na odwiezienie. Przy okazji będzie zarażał innych pacjentów.
   Dobrze, a gdzie o bohaterach? Już, w tej chwili. Straż Pożarna ustawiła przed szpitalem drugi namiot. Doskonale wyposażony zresztą i w nim mają, właściwie miały być robione testy na COVID 19. Nie będą robione. Bohaterowie bez peleryn, za to w kombinezonach, powiedzieli że nie będą wykonywali testów. Dlaczego? Bo nie. Nie po to są bohaterami.

sobota, 12 października 2019

Wybieramy utrzymanków


     Tak, to już jutro będziemy wybierać swoich utrzymanków. Też pójdę wybierać, chociaż wciąż nie wiem czy to będzie utrzymanek czy utrzymanka. Trudny wybór, komu zapewnić spokojne, dostatnie i bezstresowe życie na najbliższe lata? Wybór jest tym trudniejszy że są to postacie w większości enigmatyczne. Podejrzewam że kandydatów jest więcej niż dziesięciu. Dlaczego akurat dziesięciu? Bo tylu kandydatów i kandydatek naliczyłem na plakatach i ulotkach. I co o nich wiem? Niewiele. Widocznie wybory mają się odbywać tak jak według kosmitów w serialu "Trzecia Planeta od Słońca", na podstawie fizycznej atrakcyjności, i krawata. Najpewniej tak. Jeżeli chcą tak, to już byłem gotowy oddać głos na jednego pana. Nie lubię go, ale ładnie na zdjęciu wyszedł. Jednak, przechodząc kolejny raz koło jego zadumanej buzi, coś mnie tknęło. Krawat, nie wiem dlaczego, wydawał ni się jakby zwinięty jakiemuś mimowi. Chęć na oddanie głosu odeszła. Może na tą JA- OBYWAL-KA, która według podwładnych, marzy likwidacji wszelkich praw pracowniczych? Czy na innego smutnego pana który marzy o likwidacji praw obywatelskich? Naprawdę trudno się zdecydować, kto w bardziej finezyjny sposób będzie robił z nas durniów. Uważam że w lokalach wyborczych powinny być zainstalowane machiny pomagające w losowaniu na chybił trafił. Chociaż w tym roku chyba sam też sobie poradzę jeżeli wszyscy kandydaci mają być na jednej kartce. Zamknę oczy, i co trafię to trafię. Tylko jeszcze to publiczne przedstawianie się:( Nie wiem jak jest w innych lokalach, podejrzewam że tak samo. Otóż zgodnie z RODO, należy podejść do stołu z członkami komisji, głośno i wyraźnie przedstawić się z imienia i nazwiska, a następnie podać adres zamieszkania. Jeżeli osoby stojące dalej nie usłyszą, należy adres powtórzyć. 

niedziela, 26 maja 2019

Popieprzone wybory, a kampanie jeszcze bardziej

 

       Jak zwykle politycy błysnęli tak że nawet ja to zauważyłem. Ich kampanie są takie błyskotliwe, pełne polotu, programy przejrzyste że aż trudno się zdecydować kogo wybrać. W 13 okręgu widziałem na plakatach aż pięciu kandydatów. O pozostałych dowiadywałem się szukając ich po necie, co wcale nie jest prostą sprawą. Znacznie prostsze było przygotowanie przez nich swoich programów. Tylko za diabła nie wiem czego one dotyczą, bo zapewne nie tego co maja zamiar robić w Parlamencie Europejskim. Przepraszam jeżeli się mylę ale wydaje mi się że europoseł nie jest władny w Brukseli załatwić podwyżek płac dla wielu grupo zawodowych, co jest "programem" paru kandydatów. Trudno jest mi też nazwać programem wypominania co kiedykolwiek powiedział przeciwnik polityczny kandydata. Może i były jakieś programy, ale jakoś musiałem je przeoczyć. Kandydaci to chyba typowe dzieci Neostrady, leniwi i samo zadowoleni, czekający aż ktoś ich odnajdzie i może przez ślepy los lub omskniecie ręki postawi przy ich nazwisku krzyżyk. Przepraszam, byłem niesprawiedliwy. Był jeden spot reklamowy który jasno określał program nie tylko kandydata, ale całego ugrupowania. Chodzi o formacje klęcznikowe, próbujące jak piesek, zaznaczać swój teren krzyżami. Oni więc jasno powiedzieli że z wrogiem są uczciwie kolaborować, i walczyć o to żeby żeby pozbawić się swojej ciężko wywalczonej funkcji w Europarlamencie. Bo chyba nie sądzą że rozwalając Unię pozostaną Europosłami? I kto wtedy będzie im wtedy wypłacał emeryturę na której im tak zależy?
     Byłem, zagłosowałem. Nie wiem na kogo bo ludź mi nie znany i wygooglować go nie zdołałem. Niech ma i się dobrze napasie. Mam jednak inny problem. Czy w lokalach wyborczych nie obowiązuje RODO? Pytam, ponieważ członkowie komisji wyborczej każą się głośno i wyraźnie przedstawić wraz z adresem, po czym czytając dowód osobisty jeszcze raz dane głośno powtarzają. Po za tym w lokalu w którym byłem są dwie kamery monitoringu. Czy to ma pomóc w kontroli kto i jak głosował?



poniedziałek, 10 września 2018

Zaszczuty przez komunistów


     Nie tak dawno, ze dwa tygodnie temu, pod fajrant, przysłuchiwałem się wynurzeniom jednego z pracowników lepszego sortu, na temat jego kolegi, a i jak się okazało, znajomego sporej części załogi, niejakiego Karola W.
     Swoje wspomnienia pan Marian zaczął od historii kiedy Karol, przyszła ofiara komunistów, pracownik zakładów "Odra", wynosił z magazynów większą partię konserw. Ponieważ bardzo się śpieszył, bo klient już czekał za płotem, poprosił Mariana o uruchomienie windy żeby szybciej mu ten towar przetransportować na zewnątrz. Na prośbę Marian zareagował entuzjastycznie i ochoczo Karolowi pomógł. I tutaj zaczyna się długi ciąg prześladowań Karola. Po wyjściu z magazynu z dwoma ciężkimi torbami, Karol zauważył że w jego kierunku skierowali się dwaj, jak to określił Marian, pi......ni kanary. Żeby uniknąć wpadki, obydwie torby wylądowały w mulistym dnie kanału. Karol, nie byle jakiś cienias, z wyższością opieprzył owych kanarów i zamierzał udać się rozgoryczony nieudanym interesem do domu. Na służbistów trafił jednak, którzy nic sobie z jego pozycji szeregowego pracownika nie robili i spisali protokół. Jednak z powodu braku dowodów żadne konsekwencje nie zostały wobec niego wyciągnięte. Tym razem. Po tej wpadce zaczęły się prześladowania. Karol był pilnie obserwowany i co jakiś czas wpadał na takim czy innym przekręcie, lub kradzieży. Podobno z powodu chęci zniszczenia tego dobrego człowieka po każdej wpadce przez radiowęzeł zakładowy był podawany komunikat że Karol W. dopuścił się tego i owego, ale wykazał skruchę i obiecał poprawę, a wytężoną pracą zadośćuczynić. Tutaj Marian wtrącił że to było takie dziadostwo partyjne. Dokładniej to sk.......stwo. Sam podobno należał do PZPR, ale to co widział na zebraniach bardzo go gorszyło. A to jeden wspomniał że kolega oddalił się ze stanowiska pracy na parę godzin, drugi że inny kolega próbował coś wynieść, trzeci że kolejny nienależycie obsługuje maszyny co grozi wypadkiem. Wtedy Marian powziął decyzję przejścia do Solidarności. Tam nikt na nikogo nie donosił. Znaczy łatwiej i kolektywnie można było chromolić regulamin, pracę i kraść.
   Wracajmy do zaszczutego człowieka. Po wielu takich wpadkach, które bardzo bolały i zniechęcały do systemu, poszedł pływać jako zwykły marynarz. Komuniści znając jego kartotekę nie czyni mu problemów. Zrobił tylko jeden rejs. Nie, nie wysłano go na Sybir. Złożył wniosek o przyjęcie na promy Poferries. To było marzenie niejednego marynarza, ale dostać się tam nie było wcale łatwo. Karolowi jednak udało się to bezproblemowo. Zapewne było to perfidne zagranie komunistów żeby uprzykrzyć mu życie. Tak, oni potrafią każdego zaszczuć i zniszczyć.






niedziela, 4 lutego 2018

Zawrót głowy



     Zaiste, czasy takie nastały że otwierając gazetę, czy portal informacyjny, możan dostać totalnego zawrotu głowy. Słowa nie odpowiadają rzeczą które niby mają opisywać. Prorocze były słowa Jarosława Kaczyńskiego że nikt im nie wmówi że czarne jest czarne a białe białym. On teraz staraja się innym wmówić że białe jest czarne, i całkiem dobrze mu to wychodzi. W każym razie on w to wierzy. Ja nie, i przez to coraz bardziej głupieję, wiec zbliżam się do poziomu działacza PiS. Przyznać muszę że jest to partia wyjątkowa, jednya która zbudowana jest ze sprzeczności i braku logiki, za to doskonale realizująca w życiu słowa z serialu "Pingwiny z Madagaskaru". Takie na przykład - "przyjaciel to wróg któy się jeszcze nie ujawnił" motywuje ich polityke personalną, " a teraz szybko zanim się zorientujemy że to bez sensu" daje motywację do błyskawicznych zmian we wszystkich dziedzinach.
     Ostatnio zaś dwie sprawy mącą w głowach. W głowach tych którzy potrafią jeszcze kojarzyć fakty. Po pierwsze niepokalany naród. Podobno każdy Polak to święty, Żydów nie wydawali, za każdym się stawiali, krzywdy zrobić nie dali. Za to niejaki Richard Henry Czarnecki nazywa Polkę szmalcowniczką. Skąd, jak, jakim cudem? Przecież my tacy nie jesteśmy! Po za tym jego wypowiedź stoi jawnie w sprzeczności z prawie podpisaną ustawą IPN-u. Więc jak to, co jest prawdą i w którym miejscu?
     Druga sparwa która przyprawiłą mnie o lekki mętlik to uczczenie urodzin A. Hitlera przez Polskich podobno patriotów. No nie, w porzadku, sąd się nimi zinteresował, ale sędzia za podpowiedzią swoich przełożonych wyjaśnił że nie ma o czym gadać bo symbol który palili w lesie to nie swastyka tylko swarga.  Ładne ale mało zgrabne tłumaczenie. Swarga jaką znam, nieco inaczej wygląda. Owszem, jest krzyż, mam złamane ramiona ale jest małe ale. Słowiańskie symbole Słońca mają od trzech do ośmiu ramion, i zwykle dają się wpisać w koło. Swara z prostymi ramionami, ma ramiona złamane dwa razy! Nieco się to różni od swastyki. Po za tym takie drobne niekonsekwencje z tego wynikają. Po pierwsze urodziny "pana Adolfa Hitlera w którym cała nasza nadzieją", jak pisał o nim Maksymilian Kolbe, obchodzili Polscy, prawicowcy, prawdziwi patrioci, wierni synowie Kościoła Rzymsko-Katolickiego. O ile wiem Kościół wyraźnie zabrania używania, a tym bardziej czczenia symboli pogańskich. Po drugie jakim cudem prawicowcy świętowali urodziny lewaka? Zdaje się że niedawno jakąś przedziwną ekwelibrystyką myślową do tego doszli piewcy Pislamu.
    Ktoś gotowy wyjaśnić jak to możliwe?








    

niedziela, 15 października 2017

Jak zniechęcić czytelnika - Dan Brown



     Zaczęło się od premiery telewizyjnej filmu "Kod Leonarda da Vinci". Pamiętam że była wigilia Bożego Narodzenia, siedziałem w pracy jak na szpilkach, bo film się miał zaraz zacząć a do fajrantu pozostała jeszcze godzina. Na szczęście szefostwo się zlitowało i puściło nas do domów. Wpadam do mieszkania, telewizor już włączony, siadam wpatrzony w ekran... Po niecałej godzinie doszliśmy z żoną do wniosku że jeszcze chwila i do kolacji nie doczekamy zasypiając przed telewizorem. Pstryk, i koniec, o Kodzie jak i Brownie zapomnieliśmy na długo.
    Niedawno leciał u nas w kinie film na podstawie kolejnego bestseleru Browna, "Inferno". Jakoś tak wychodziło że nie zdołaliśmy na niego się wybrać, jednak zapowiedzi były tak intrygujące że wreszcie kupiłem trn film na płycie dvd. Nie mogłem wyjść ze dziwienia że takie coś może być przebojem kinowym. Wprawdzie tym razem film ogladaliśmy do końca, jednak z pewnością był to jedyny jego seans w naszym domu. Prawdopodobnie również ostatni film nakręcony na podstawie książek Browna. Postanowiłęm jednak sprawdzić, może faktycznie twórcy filmu się nie popisali, a ksiażka jest zdecydowanie ciekawsza i zasługuje na mianę bestseleru. Kupiłem, przeczytałem... Faktycznie, ciekawsza od filmu, zdecydowanie ciekawsza. Jednak do autora trwale się zniechęciłem. On normalnie kpi z czytelnika. Owszem, cudownie opisał zabytki, historię, to mnie szalenie zainteresowało i dzięki niemu wrócę do dawnej pasji. Autor zapewne myśli że genialnie odsłania motywy bohaterów i wyjaśnia intrygę. Nie panie Brown, pan tego nie robi, tylko celowo wprowadza ludzi w błąd śmiejąc się że nikt prawdopodobnie nie domyślił się wcześniej tego co pan raczył na koniec wyjaśnić, sugeruje coś innego, nawet jako narrator, niż jest w rzeczywistości. A jak można się domyślić że kochanek (on), okazuje się kochanką (ona). Parę razy wprost krzyczy pan w ucho że to jest ON!  I jakim cudem wcisnął pan to samo wspomnienie, tego samego zdarzenia w dwie całkiem różne postacie?