poniedziałek, 10 września 2018

Zaszczuty przez komunistów


     Nie tak dawno, ze dwa tygodnie temu, pod fajrant, przysłuchiwałem się wynurzeniom jednego z pracowników lepszego sortu, na temat jego kolegi, a i jak się okazało, znajomego sporej części załogi, niejakiego Karola W.
     Swoje wspomnienia pan Marian zaczął od historii kiedy Karol, przyszła ofiara komunistów, pracownik zakładów "Odra", wynosił z magazynów większą partię konserw. Ponieważ bardzo się śpieszył, bo klient już czekał za płotem, poprosił Mariana o uruchomienie windy żeby szybciej mu ten towar przetransportować na zewnątrz. Na prośbę Marian zareagował entuzjastycznie i ochoczo Karolowi pomógł. I tutaj zaczyna się długi ciąg prześladowań Karola. Po wyjściu z magazynu z dwoma ciężkimi torbami, Karol zauważył że w jego kierunku skierowali się dwaj, jak to określił Marian, pi......ni kanary. Żeby uniknąć wpadki, obydwie torby wylądowały w mulistym dnie kanału. Karol, nie byle jakiś cienias, z wyższością opieprzył owych kanarów i zamierzał udać się rozgoryczony nieudanym interesem do domu. Na służbistów trafił jednak, którzy nic sobie z jego pozycji szeregowego pracownika nie robili i spisali protokół. Jednak z powodu braku dowodów żadne konsekwencje nie zostały wobec niego wyciągnięte. Tym razem. Po tej wpadce zaczęły się prześladowania. Karol był pilnie obserwowany i co jakiś czas wpadał na takim czy innym przekręcie, lub kradzieży. Podobno z powodu chęci zniszczenia tego dobrego człowieka po każdej wpadce przez radiowęzeł zakładowy był podawany komunikat że Karol W. dopuścił się tego i owego, ale wykazał skruchę i obiecał poprawę, a wytężoną pracą zadośćuczynić. Tutaj Marian wtrącił że to było takie dziadostwo partyjne. Dokładniej to sk.......stwo. Sam podobno należał do PZPR, ale to co widział na zebraniach bardzo go gorszyło. A to jeden wspomniał że kolega oddalił się ze stanowiska pracy na parę godzin, drugi że inny kolega próbował coś wynieść, trzeci że kolejny nienależycie obsługuje maszyny co grozi wypadkiem. Wtedy Marian powziął decyzję przejścia do Solidarności. Tam nikt na nikogo nie donosił. Znaczy łatwiej i kolektywnie można było chromolić regulamin, pracę i kraść.
   Wracajmy do zaszczutego człowieka. Po wielu takich wpadkach, które bardzo bolały i zniechęcały do systemu, poszedł pływać jako zwykły marynarz. Komuniści znając jego kartotekę nie czyni mu problemów. Zrobił tylko jeden rejs. Nie, nie wysłano go na Sybir. Złożył wniosek o przyjęcie na promy Poferries. To było marzenie niejednego marynarza, ale dostać się tam nie było wcale łatwo. Karolowi jednak udało się to bezproblemowo. Zapewne było to perfidne zagranie komunistów żeby uprzykrzyć mu życie. Tak, oni potrafią każdego zaszczuć i zniszczyć.






niedziela, 4 lutego 2018

Zawrót głowy



     Zaiste, czasy takie nastały że otwierając gazetę, czy portal informacyjny, możan dostać totalnego zawrotu głowy. Słowa nie odpowiadają rzeczą które niby mają opisywać. Prorocze były słowa Jarosława Kaczyńskiego że nikt im nie wmówi że czarne jest czarne a białe białym. On teraz staraja się innym wmówić że białe jest czarne, i całkiem dobrze mu to wychodzi. W każym razie on w to wierzy. Ja nie, i przez to coraz bardziej głupieję, wiec zbliżam się do poziomu działacza PiS. Przyznać muszę że jest to partia wyjątkowa, jednya która zbudowana jest ze sprzeczności i braku logiki, za to doskonale realizująca w życiu słowa z serialu "Pingwiny z Madagaskaru". Takie na przykład - "przyjaciel to wróg któy się jeszcze nie ujawnił" motywuje ich polityke personalną, " a teraz szybko zanim się zorientujemy że to bez sensu" daje motywację do błyskawicznych zmian we wszystkich dziedzinach.
     Ostatnio zaś dwie sprawy mącą w głowach. W głowach tych którzy potrafią jeszcze kojarzyć fakty. Po pierwsze niepokalany naród. Podobno każdy Polak to święty, Żydów nie wydawali, za każdym się stawiali, krzywdy zrobić nie dali. Za to niejaki Richard Henry Czarnecki nazywa Polkę szmalcowniczką. Skąd, jak, jakim cudem? Przecież my tacy nie jesteśmy! Po za tym jego wypowiedź stoi jawnie w sprzeczności z prawie podpisaną ustawą IPN-u. Więc jak to, co jest prawdą i w którym miejscu?
     Druga sparwa która przyprawiłą mnie o lekki mętlik to uczczenie urodzin A. Hitlera przez Polskich podobno patriotów. No nie, w porzadku, sąd się nimi zinteresował, ale sędzia za podpowiedzią swoich przełożonych wyjaśnił że nie ma o czym gadać bo symbol który palili w lesie to nie swastyka tylko swarga.  Ładne ale mało zgrabne tłumaczenie. Swarga jaką znam, nieco inaczej wygląda. Owszem, jest krzyż, mam złamane ramiona ale jest małe ale. Słowiańskie symbole Słońca mają od trzech do ośmiu ramion, i zwykle dają się wpisać w koło. Swara z prostymi ramionami, ma ramiona złamane dwa razy! Nieco się to różni od swastyki. Po za tym takie drobne niekonsekwencje z tego wynikają. Po pierwsze urodziny "pana Adolfa Hitlera w którym cała nasza nadzieją", jak pisał o nim Maksymilian Kolbe, obchodzili Polscy, prawicowcy, prawdziwi patrioci, wierni synowie Kościoła Rzymsko-Katolickiego. O ile wiem Kościół wyraźnie zabrania używania, a tym bardziej czczenia symboli pogańskich. Po drugie jakim cudem prawicowcy świętowali urodziny lewaka? Zdaje się że niedawno jakąś przedziwną ekwelibrystyką myślową do tego doszli piewcy Pislamu.
    Ktoś gotowy wyjaśnić jak to możliwe?