Tak, czasami wydaje mi się że żyję jednocześnie w dwóch równoległych Światach, które niby istnieją wspólnie, a jednak się wykluczają. Może ktoś spróbuje mi pomóc, wyjaśnić, żebym przestał sobie nad tym głowę łamać?
Jak to właściwie jest? Samozwańcze elity, krytykując, czy chcąc kogoś zohydzić zwykle mają jedną metodę. Dobra, dwie. Pierwsza to przypisując tego kogo mają na celowniku, a mają zwykle tego kogo się boją, powiązania z Komunizmem. I to takim, który sczezł dekady przed poczęciem przeciwnika, za to tworzonego przez pozywających. Niech im będzie, ludzi mają kalendarze i sami wyliczą że Manifestu PKWN, dzisiejszy trzydziestolatek nie mógł wdrażać w życie, ani ten który w 1952 wrócił z wyrębu Tajgi. Mniejsza o to, jest sprawa poważniejsza i trudniejsza do pogodzenia z... No, nie wiem jak to nazwać. Bo to ani fakty, ani rzeczywistość... O co chodzi. Chodzi o to że drugą metodą jest przypisywanie przeciwnikowi korzeni niemieckich, a żeby jeszcze bardziej bolało, służbę jego, lub przodka, w Wehrmachcie lub co ma być gwoździem do trumny, służby w formacjach SS. Właściwie sama myśl że ktoś mógłby stosować, czy sympatyzować z SS, według tak zwanych (przez siebie samych) elit, powinna przeciwnika pogrążyć i postawić po za nawias społeczeństwa. I podobno jest to obraza nie do przełknięcia. To jest jeden ze Światów.
Teraz Świat drugi. Samozwańcze elity, pieszczą, hołubią, stawiają za wzór, wszystkich tych którzy otwarcie okazują sympatię nazizmowi, ubierają się w mundury stylizowane na jego bojówki, paradują ze swastykami, i z hitlerowskim pozdrowieniem składają hołd Powstaniu Warszawskiemu oraz wszystkim którzy z hitleryzmem walczyli. Po takim hołdzie, bohaterowie zapewne w grobach się przewracają, a żyjącym serca krwawią.
Więc jak, pomoże ktoś? Jak pogodzić te dwa różne wykluczające się Światy istniejących w tym samym wymiarze?