piątek, 21 kwietnia 2017

Legalni terroryści



    Tytuł może być mylący, ale to nie będzie rzecz ani o USA, ani tym bardziej i Izraelu. Rzecz będzie o palaczach.
    Niby są w mniejszości, jak właśnie wyczytałem najwięcej jest palaczy w województwie lubuskim i jest to marne 35%. Mało ich w sumie, a jednak rządzą. Każdy, chce czy nie chce, musi ich smrody wąchać. Marnowanie zdrowia to raz, dwa to że czynią więcej szkód niż alkoholicy, ale o szkodach będzie za chwilę.
   Wprowadzona parę lat temu ustawa antynikotynowa miała pozwolić niepalącym łatwiej żyć chroniąc ich od zgubnego nałogu w który sami nie wpadli. Przede wszystkim wyszedł zakaz palenia w miejscach publicznych. Z początku faktycznie część palaczy się do tego stosowała a Straż Miejska niekarne jednostki dyscyplinowała słownie, tak więc na przystankach czy peronach przez jakiś czas można było oddychać swobodnie. Jednak wszyscy już się z tym oswoili i nikt nie poddaje się ciężkiej próbie odmawiając sobie puszczenia dymka nie tylko na peronie, ale nawet w pociągu. Po za tym okazało się że zaplecze sklepu jest miejscem publicznym i tam palić nie wolno. Za to nie jest miejscem publicznym wejście do sklepu, więc tam zbiera się cała załoga i żeby wejść do galerii, czy jakiegoś marnego butiku, należy wziąć głęboki wdech i na tym wdechu przedrzeć się przez kłęby dymu. To jedno. Drugie to że palacze maja wiele przywilejów, zwłaszcza w pracy. Niech sobie ktoś w pracy stanie prosto plecy wyprostować, czy da nogom odpocząć przysiadając, zaraz szef raban podnosi że się człowiek obija. A palacz? On może cały dzień stać oparty o łopatę i palić papierosa za papierosem a nikt mu marnego słowa nie powie. Bo to nałogowiec, on musi.  Alkoholikowi kieliszka wychylić w pracy nie pozwolą, a też nałogowiec i też musi. Tak, ale to było o fizycznych, teraz słowo o umysłowych. W zakładach LG pod Wrocławiem składają ludzie telewizory marznąc niemiłosiernie, bo to tylko sweterek mają na sobie i cieńki fartuch. Takie wymogi technologiczne. Jednak mogliby chyba dostać jakieś cieplejsze odzienie? Nic to, im nie przysługuje, Koreańczycy każdy grosz liczą. Jednak nie liczą się z groszem jeżeli chodzi o pracowników biurowych. Dla nich zakupiono ciepłe bluzy polarowe żeby nie marzli kiedy wyskoczą sobie zapalić.
   Teraz słów parę o szkodach powstałych z powodu palaczy. Z natury są to osobnicy niedbali o czym się wielokrotnie przekonałem, a wszystkie szkody opisane sam widziałem i z ich skutkami walczyłem. Po pierwsze coś osobistego. Dwa razy jakiś/jakaś cholera, zimową kurtkę mi w tłumie przypaliła papierosem. Żebym tak to widział kiedy i kto...  A teraz już poważne szkody, za które często wszyscy płacimy.  Dawno, w każdym razie dosyć dawno temu, układając u lokatora w mieszkaniu wykładzinę, patrzymy, a tutaj pszczołą wpadła do mieszkania i spoczęła na fotelu. Nie, to nie była pszczoła, dekarze powyżej pracowali i któryś peta żarzącego się wyrzucił. Gdyby nikogo nie było w mieszkaniu, byłby pożar? Możliwe że był, bo jakieś dwa miesiące później w sąsiednim bloku, też na 10 piętrze, mieszkanie się spaliło, i też w tym czasie dekarze na tym budynku pracowali. Lokator spłonął. Sam zresztą też parokrotnie znajdowałem pety które wpadły w uchylone okno. Pożary z ich winy występują dosyć często. Najczęściej pożary śmietników. Już nie mówię o tych które stoją w miejscu niepublicznym przed wejściem do sklepu, kiedy leniwy palacz nie raczy peta zgasić tylko tak sobie wrzuca go do śmietniczki, ale o plastikowych śmietnikach stojących na osiedlu czy we wsypie w budynku. U nas zaraz wołają że ktoś chodzi i specjalnie śmietniki podpala, elewacje budynku też często się przy okazji przypalają. Ale czy podpalacz fatygowałby się zamykaniem pomieszczenia na klucz czy kłódkę? Po prostu, idzie taki, czy taka z petem w gębie, wyrzuci śmieci, to za nimi i pet powędruje. Proste. Zresztą jeden raz, dostałem zgłoszenie że wsyp jest zapchany. Poleciałem tam niezwłocznie, otwieram szufladę, a tam buchnął kłąb dymu. Podpalacz czy palacz? Dwa wiadra wody wystarczyły i na ugaszenie i zarazem udrożnienie rury zsypowej.
   Teraz przejdę do mokrej roboty. Ostatnio wymienia się w budynkach rury ze stalowych na plastikowe PP. Dzięki temu z wodą nie pijemy rdzy ale bardziej naturalne glony:) A przy okazji, wiecie że przy temperaturze 80 stopni w skali Celsjusza, taka rura PP wydziela związki rakotwórcze?
Tutaj znowu znaleźli pole do popisu palacze. Wielokrotnie dzięki nim usuwamy wodę z piwnic, są zalewane mieszkania, lokale. A to wszytko kosztuje. I interwencja, i wymiana rur i wzrasta ubezpieczenie. Dwa najczęściej występujące przypadki. Palacz, czy to szukający czegoś w piwnicy położy zapalone papierosa na "chwilę" na takiej rurze, palacz w łazience wyrzucający peta do szachtu, czy chowający go tam przed rodzicami lub żoną/mężem. Taki papieros, czy niedopałek spada sobie na rurę (chyba że został tam na chwilę odłożony), wypala dosyć szybko dziurę i nieszczęście gotowe. Innego rodzaju zalania z winy palaczy, to zatykanie otworów odpływowych z dachów i daszków. Niedopałki wyrzucane przez okna bardzo szybko zatykają wszystkie odpływy zwykle zabezpieczone siatką lub sitkiem. I wtedy po opadach deszczu są zalewane wiatrołapy, hole, czy czasami nawet mieszkania których okna sąsiadują akurat z takim daszkiem.
  Czy palacze nie są szkodnikami?