Nie tak dawno, ze dwa tygodnie temu, pod fajrant, przysłuchiwałem się wynurzeniom jednego z pracowników lepszego sortu, na temat jego kolegi, a i jak się okazało, znajomego sporej części załogi, niejakiego Karola W.
Swoje wspomnienia pan Marian zaczął od historii kiedy Karol, przyszła ofiara komunistów, pracownik zakładów "Odra", wynosił z magazynów większą partię konserw. Ponieważ bardzo się śpieszył, bo klient już czekał za płotem, poprosił Mariana o uruchomienie windy żeby szybciej mu ten towar przetransportować na zewnątrz. Na prośbę Marian zareagował entuzjastycznie i ochoczo Karolowi pomógł. I tutaj zaczyna się długi ciąg prześladowań Karola. Po wyjściu z magazynu z dwoma ciężkimi torbami, Karol zauważył że w jego kierunku skierowali się dwaj, jak to określił Marian, pi......ni kanary. Żeby uniknąć wpadki, obydwie torby wylądowały w mulistym dnie kanału. Karol, nie byle jakiś cienias, z wyższością opieprzył owych kanarów i zamierzał udać się rozgoryczony nieudanym interesem do domu. Na służbistów trafił jednak, którzy nic sobie z jego pozycji szeregowego pracownika nie robili i spisali protokół. Jednak z powodu braku dowodów żadne konsekwencje nie zostały wobec niego wyciągnięte. Tym razem. Po tej wpadce zaczęły się prześladowania. Karol był pilnie obserwowany i co jakiś czas wpadał na takim czy innym przekręcie, lub kradzieży. Podobno z powodu chęci zniszczenia tego dobrego człowieka po każdej wpadce przez radiowęzeł zakładowy był podawany komunikat że Karol W. dopuścił się tego i owego, ale wykazał skruchę i obiecał poprawę, a wytężoną pracą zadośćuczynić. Tutaj Marian wtrącił że to było takie dziadostwo partyjne. Dokładniej to sk.......stwo. Sam podobno należał do PZPR, ale to co widział na zebraniach bardzo go gorszyło. A to jeden wspomniał że kolega oddalił się ze stanowiska pracy na parę godzin, drugi że inny kolega próbował coś wynieść, trzeci że kolejny nienależycie obsługuje maszyny co grozi wypadkiem. Wtedy Marian powziął decyzję przejścia do Solidarności. Tam nikt na nikogo nie donosił. Znaczy łatwiej i kolektywnie można było chromolić regulamin, pracę i kraść.
Wracajmy do zaszczutego człowieka. Po wielu takich wpadkach, które bardzo bolały i zniechęcały do systemu, poszedł pływać jako zwykły marynarz. Komuniści znając jego kartotekę nie czyni mu problemów. Zrobił tylko jeden rejs. Nie, nie wysłano go na Sybir. Złożył wniosek o przyjęcie na promy Poferries. To było marzenie niejednego marynarza, ale dostać się tam nie było wcale łatwo. Karolowi jednak udało się to bezproblemowo. Zapewne było to perfidne zagranie komunistów żeby uprzykrzyć mu życie. Tak, oni potrafią każdego zaszczuć i zniszczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz