piątek, 23 października 2015

Dlaczego nie idę na wybory

    Dlatego że nie warto. Do takiego wniosku doszedłem po wielu latach obserwacji i doświadczeń.
  Po pierwsze, co, przepraszam, kogo nie wybiorę i tak będzie źle. Wybrałem prezydenta! Cieszyłem się jak dzieciak z lizaka. I jak on niezbyt długo. Okazało się że mój pupilek uznał ze najlepsze co może dla mnie zrobić, to wciągnąć mnie w wojnę, dla jego osobistych korzyści.  Wybrałem posła, co by mnie i moje interesy reprezentował. Pudło! Po trzech miesiącach uprzejmie się na mnie wypiął i przeszedł do innej partii. Co do wyborów samorządowych, oddałem raz głos dla jaj na człowieczka z raczkującej partii, był na 16 miejscu na liście, więc szans nie miał praktycznie żadnych. Ale co się okazało? Kiedy zaciekawiony poleciałem następnego dnia sprawdzić ileż to on  otrzymał głosów...zdębiałem. Pisało  jak wół - Kandydat nie otrzymał głosów ważnych. A więc mój głos i tak się nie liczy.
  Po drugie wybory już się chyba odbyły i teraz jest tylko czas oczekiwania żeby wyniki debat partyjnych klik publicznie ogłosić. Bo dlaczegoż to już teraz na prawo i lewo ogłaszają kto jaki urząd obejmie? Można podejrzewać że już wiedzą doskonale kto dostanie odpowiednia liczbę krzyżyków. Ja dałbym każdemu po jednym. Na drogę, i adieu.
  Po trzecie kandydaci w d...e mają wyborców. Nawet nie starają się ich sobą zainteresować. Na przykład w czasie "kampanii" prezydenckiej, widziałem plakaty i banery jednego tylko kandydata. Tego który wygrał przypadkowymi głosami przypadkowego społeczeństwa. Na tydzień przed wyborami pojawił się JEDEN baner niejakiej Ogórek, i mały plakat tego który obraził się na społeczeństwo ze nie zafundowało mu kolejnych lat lekkiej fuchy.
Podobnie jest teraz. Do środy, tj. 21 X w skrzynce znalazłem trzy ulotki. trzech kandydatów. Z czego dwie tego, właściwie tej samej kandydatki. Trzecia ulotka była bonusowa bo zawierała parkę. Nawet ładną. Na mieście banery chyba pięciu kandydatów. I nigdzie, absolutnie nigdzie żadnej informacji o ewentualnych spotkaniach z nimi. Mamy wybierać na podstawie zdjęć?
Teraz pojawiło się morze ulotek w których dosłownie się brodzi na klatkach schodowych. Przeczytałem parę z ciekawości. Nic nowego i nic ciekawego. Każdy mówi ze będzie lepiej. I tyle. Jeden straszy imigrantami. I to kto? Członek partii, której przedstawiciel niedawno błagał rodaków przebywających za granicą żeby zapomnieli o jego wcześniejszych obietnicach i nie wracali do kraju bo on nic im zaoferować nie może.
  Po czwarte kandydaci w większości są ludźmi nieodpowiedzialnymi, niepewnymi swoich walorów i pozbawieni wyobraźni oraz szacunku dla publicznych pieniędzy. Iluż to kandydatów brało udział w zeszłorocznych wyborach samorządowych? Czyżby nie mieli wtedy zamiaru startować wyżej, czy też nie podejrzewali że za rok odbędą się wybory do Sejmu i Senatu? I co teraz? Odejdą ze swoich odpowiedzialnych stanowisk, na których, według ich zapewnień, spisują się doskonale jak mało kto. Są gotowi skazać władze na chaos i dezorganizację, na przyjęcie w ich miejsca tych którzy nie dostali głosów w wyborach rok temu bo są zbyt mali.  A te panie z pewnej partii, której przedstawicielka nie tak dawno krzyczała z trybuny sejmowej że kobiety nie są zdolne do niczego więcej jak prace domowe i proste proste biurowe. Dlaczego one pchają się do władz?
 Nie, zdecydowanie nie idę na wybory. I tak będziemy przegrani, ktokolwiek się do władzy nie dorwie.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz