piątek, 29 marca 2013

Pseudo teologicznie, ale chyba dosyć logicznie

  Wielkanoc. Jedyne święto kościelne które kiedykolwiek działało na moją wyobraźnię i które naprawdę szanowałem. Czyż to nie jest piękne, poświęcić swojego jedynego syna dla ratowania całej rasy ludzkiej? Okrutne, piękne i wzruszające. Z czasem jednak zacząłem o tym więcej rozmyślać i pojawiły się wątpliwości. I one narastają z każdym rokiem.
  Dobrze, Bóg poświęca swoje jedyne dziecko dla zbawienia ludzi i odpuszczenia im grzechów, przybliżając ich do siebie. Taaaak. Tylko skąd się ten grzech wziął? Czy nie jest on dziełem stwórcy? Wszak człowiek został stworzony, w przeciwieństwie do Syna Bożego który został zrodzony, na podobieństwo Boga. I chyba nie chodziło o podobieństwo fizyczne, gdyż inaczej Najwyższy wiedziałby jakiego Adam potrzebuje towarzystwa i nie tworzyłby wciąż nowych zwierząt które miały mu zapewnić rozrywkę i z którymi miał obcować (zoofilia?). Prawdopodobnie przekazał człowiekowi swoje JA które, jak to u Najwyższego i Nieomylnego, nie znosiło zakazów i nakazów. Zwierzęta jako stworzone z fantazji potrafią się dosyć łatwo podporządkować, ludzie już nie. Patrzy więc Ten Który Jest na swoje dzieło i nie może strawić że jest takie niedoskonałe, że mając własną wolę, potrafi z niej korzystać. Raz próbował ludzkość zrestartować, zsyłając na ziemię Potop. Garstka wybranych miała zapoczątkować nową Erę, ludzie mieli stać się ulegli wobec woli swoje jedynego Pana. Źle wybrał. Wybrańcy okazali się jeszcze bardziej pyszni od tych niedoskonałych, którzy zginęli za błędy Dobrego Pana.
  Czy więc poświęcenie syna było chęcią zbawienia, czy też tylko sprytnym, acz okrutnym zagraniem pod publiczkę - "Patrzcie robię wszystko, poświęcam wszystko dla was, a wy nadal żyjecie w grzechu". Jezus zginął za grzechy ludzi, czy za grzech Ojca? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz